Reforma edukacji najbardziej uderzy w uczniów niepełnosprawnych

Dlaczego politycy PiS zabierają niepełnosprawnym dzieciom minimum trzy lata edukacji, skoro w deklaracjach bardzo im na nich zależy? Odpowiedź jest prosta: PiS dba o chore dzieci, ale o nienarodzone. O lepsze życie już narodzonego rodzice muszą martwić się sami.

Reforma oświaty w wykonaniu pani minister Zalewskiej skomplikuje życie wszystkich uczniów i ich rodziców, najbardziej ucierpią jednak dzieci niepełnosprawne. Dlatego, że od września wraz z likwidacją gimnazjum stracą minimum trzy lata edukacji. Rok - tak jak wszyscy uczniowie w Polsce. Dwa lata - bo o tyle można przedłużać im pobyt w szkole na każdym etapie edukacyjnym. O ile zdrowa młodzież po szkole podstawowej może kształcić się dalej w nieograniczony w zasadzie sposób, o tyle uczniom niepełnosprawnym pozostanie jedynie trzyletnia szkoła przysposabiająca do pracy z możliwością przedłużenia o rok. W wieku 19 lat będą więc absolwentami i co dalej?


Są oczywiście warsztaty terapii zajęciowej czy domy środowiskowe. To już jednak zupełnie inna forma niż szkoła specjalna, gdzie uczeń ma wszelką niezbędną rehabilitację, logopedię czy terapie indywidualne. Dla niego każdy rok w szkole zwiększa szansę na względną samodzielność. Co więcej, ustawa pani Zalewskiej napisana jest tak chaotycznie, że nie wynika z niej jednoznacznie, czy od września rodzice będą mogli wydłużać dodatkowo edukację w podstawówce tylko o rok, czy może o więcej lat, jak do tej pory.

Rodzice niepełnosprawnych dzieci z mojego okręgu, z którymi współpracuję od lat, są bardzo rozgoryczeni. Twierdzą, że wystarczyłby prosty manewr: ustawowe wydłużenie szkoły przysposabiającej do pracy. O tym jednak w ministerstwie nie pomyślano, tak jak zwykle PiS nie myśli poważnie o ludziach niepełnosprawnych. Program "Za życiem", którym rząd tak się chlubi, to w istocie zbiór komunałów, haseł bez pokrycia i realnych środków finansowania. Bo kto miałby budować np. mieszkania chronione dla dorosłych, lepiej funkcjonujących niepełnosprawnych? Czy racjonalnym pomysłem jest zatrudnianie na siłę niewykwalifikowanych bezrobotnych, którzy mieliby pomagać przez 2 godziny w tygodniu w opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem, zresztą wyłącznie najuboższym rodzinom? Moim zdaniem lepiej byłoby wspierać w tych zadaniach organizacje pozarządowe. PiS jednak chce je osłabić i sterować centralnie, czyli po prostu kontrolować i upaństwowić.

Nie wystarczy chronić życia poczętego i płacić rodzicom żenujące 4 tys. zł za narodziny chorego dziecka. Takie rodziny trzeba realnie wspierać przez całe życie, a samym niepełnosprawnym pomagać w zdobyciu jak największej samodzielności. Osobiście i w imieniu PSL zapewniam, że zajmiemy się wydłużeniem edukacji dzieci niepełnosprawnych. Zadbamy o ich lepszą przyszłość w sposób realny, nie pozorny.

A hejterom z PiS odpowiem już teraz na dyżurne pytanie: co zrobiliście za swoich rządów? Otóż zwiększyliśmy zasiłek dla matek niepełnosprawnych dzieci do 1400 zł z niecałych 400 zł. My po prostu nie rzucamy nierealnych obietnic, bo szanujemy wyborców. Szacunek polityków PiS do niepełnosprawnych dzieci - czynem, nie słowem - pokazała najlepiej minister Anna Zalewska.
Trwa ładowanie komentarzy...