O autorze
Poseł na Sejm RP VII kadencji z wykształcenia prawnik. Wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Moim priorytetem jest polityka prorodzinna, wyrównywanie szans rozwoju uboższych regionów kraju, wprowadzanie rozwiązań wspierających małą i średnią przedsiębiorczość, praca na rzecz równouprawnienia kobiet oraz ekologia.

Polacy we wnykach Radziwiłła, czyli jak sieć szpitali popsuje służbę zdrowia w Polsce

Sieć szpitali, czyli reforma zdrowia autorstwa ministra Radziwiłła popsuje całą publiczną służbę zdrowia. Podzieli szpitale oraz Polaków na lepszych bogatych i gorszych, bo biednych. Eksperci szacują, że kontrakt z NFZ może stracić ok. 400 szpitali w Polsce, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Widocznie zdaniem PiS ludziom z tzw. prowincji wystarczy modlitwa i leczenie u znachora.

Rząd PiS zaakceptował projekt sieci szpitali autorstwa ministra Radziwiłła. Zakłada on, że 91 proc. środków (ok. 27 mld zł) na całe lecznictwo szpitalne trafi do szpitali w sieci. Jedynie 9 proc. (ok. 3 mld zł) zostanie na resztę usług.



Projekt sieci szpitali ma zacząć obowiązywać od lipca. Jakie będą jego efekty?

Po pierwsze: pacjenci zwłaszcza z tzw. prowincji będą mieli dużo gorszy dostęp do leczenia. Pełne kryteria wejścia do sieci Radziwiłła spełniają tylko największe ośrodki
wielospecjalistyczne, szpitale kliniczne z największych miast. One dostaną ryczałt na wszystkie oddziały. Przeciętny szpital miejski czy powiatowy otrzyma pieniądze na internę, chirurgię i porodówkę. Jeśli ma np. ortopedię czy kardiologię, to o pieniądze na te oddziały będzie musiał zabiegać w konkursie. Na całą Polskę do podziału będą już tylko 3 mld zł! Dyrektorzy będą zmuszeni zamykać oddziały niedochodowe.
Do szpitali w większych, bogatszych miastach dołożą się samorządy, organy prowadzące. Niestety biedniejsze samorządy nie będą w stanie.

Po drugie: reforma sprawi, że szpitalom przestanie zależeć na pacjencie. Ryczałty będą przyznawane na cztery lata, niezależnie od liczby chorych. Logiczne, że szpitale będą ograniczać przyjęcia. Wcześniej szpitalowi zależało na tym, żeby mieć pacjentów, bo wtedy dostawał pieniądze. Prawo i Sprawiedliwość robi dokładnie na odwrót. Chory człowiek przyjdzie do szpitala i dowie się, że lekarz mu nie pomoże, bo mu nie zależy - pieniądze za pracę już dostał.

Po trzecie: do sieci nie wejdą małe szpitale prywatne. Teoretycznie mogą startować w konkursie, praktycznie jednak mają słabe szanse. Będą więc musiały leczyć za pieniądze. Tak oto minister Radziwiłł tylnymi drzwiami wprowadza komercjalizację usług medycznych. Człowiek bogaty zapłaci bez problemu, średniozamożny weźmie kredyt, żeby leczyć się bez kolejki i w dobrych warunkach. Najbardziej poszkodowani będą biedni, skazani na publiczną służbę zdrowia.

Po czwarte: zagrożony będzie byt ważnych szpitali, które nie spełniają kryteriów wejścia do sieci. W moim regionie to np. Powiatowy Szpital Pomocy Maltańskiej w Barczewie, gdzie przebywają chorzy terminalnie oraz Wojewódzki Rehabilitacyjny Szpital Dziecięcy w Ameryce, gdzie leczą się chore i niepełnosprawne dzieci. Czy z 3 mld zł na całą Polskę uda im się zdobyć w konkursie wystarczającą kwotę na funkcjonowanie? A jeśli nie, kto będzie płacił za leczenie chorych terminalnie? A za rehabilitację dzieci?
Zagrożony jest także istnienie szpitali psychiatrycznych. Czy minister Radziwiłł zdaje sobie sprawę, że nieleczeni psychicznie chorzy zagrażają życiu i zdrowiu innych ludzi?

Na Warmii i Mazurach jest 40 szpitali. Które z nich wejdą do sieci, nie wiadomo. Zapytałam o to Ministerstwo Zdrowia składając interpelację poselską. Z Ministerstwa Zdrowia otrzymałam jedynie lakoniczną odpowiedź, że "szpitale zostaną wyselekcjonowane po 27 czerwca". Odpisano również, że "należy zaznaczyć, że PSZ stanowić ma co prawda dominującą formę zapewnienia dostępności świadczeń udzielanych w szpitalach, nie oznacza to jednak całkowitego zastąpienia przez ten system obecnego modelu kontraktowania tych świadczeń, na zasadzie konkursów ofert lub rokowań, który zostanie zachowany". Tylko ciekawe kto za to zapłaci?

Pozostaje więc pogratulować ministrowi Radziwiłłowi dobrego samopoczucia. Na konferencji prasowej opowiadał, że "mitem jest to, że szpital albo oddział, który nie wchodzi do sieci, jest do likwidacji". Tylko z czego się utrzyma, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie samorząd nie znajdzie pieniędzy na dopłacanie?
"Trzeba sobie zadać pytanie, czy lepiej być leczonym dobrze, czy blisko" - tak komentował zarzuty na gorszą dostępność ludzi z mniejszych miejscowości do szpitali. Odpowiadam ministrowi: najlepiej być leczonym w ogóle. Biedny człowiek ze wschodnich rubieży województwa zwyczajnie nie będzie miał pieniędzy, żeby jeździć na leczenie do Olsztyna.
Minister opowiada, że sieć poprawi jakość leczenia. Tylko jak coś może poprawić się bez wzrostu nakładów, inwestycji, bez rozwoju? Herbata bez mieszania nie stanie się bardziej słodka. Bogatszy zapłaci za leczenie w prywatnej klinice, a biedny będzie chorował albo leczył się u znachorów.

Reforma Radziwiłła ma krytyków w samym PiS. I to jest chyba jedyny jej atut, bo gdy zrobi się jeden wielki chaos w służbie zdrowia, zintensyfikują się kłótnie w PiS, co prędzej czy później doprowadzi do kresu tej partii.
Przeciwny reformie jest wicepremier Jarosław Gowin.
Przeciwnikiem jest wicepremier Mateusz Morawiecki.
I zagadka: kto tak podsumował projekt Radziwiłła? "Reforma jest robiona źle. Najpierw powinniśmy mieć projekt likwidacji NFZ, składki na zdrowie i powrotu do finansowania leczenia z budżetu. Potem można się zająć wprowadzaniem sieci szpitali"? Nikt z opozycji, tylko Bolesław Piecha, były minister zdrowia a obecnie europoseł PiS!

Można odnieść wrażenie, że głównym celem wprowadzania sieci szpitali, nazwanej trafnie przez Władysława Kosiniaka - Kamysza "wnykami", jest - podobnie jak w przypadku reformy edukacji - rozniecenie chaosu w samorządach akurat na rok przed wyborami samorządowymi.
Świadomie lub nie, PiS przekłada swój interes partyjny nad zdrowie i życie Polaków.
Trwa ładowanie komentarzy...