O autorze
Poseł na Sejm RP VII kadencji z wykształcenia prawnik. Wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Moim priorytetem jest polityka prorodzinna, wyrównywanie szans rozwoju uboższych regionów kraju, wprowadzanie rozwiązań wspierających małą i średnią przedsiębiorczość, praca na rzecz równouprawnienia kobiet oraz ekologia.

Posłowie opozycji wstrzymali dziś podwyżkę cen wody

Po argumentach posłów opozycji PiS odłożyło dziś w czasie głosowanie nad nowym prawem wodnym. Rządowy projekt szybko osuszyłby kieszenie Polaków. Ceny wody w kranie miały pójść nawet o 50 proc. w górę, a w ślad za nimi ceny wszystkich produktów i usług. PiS chciał, żeby ludzie płacili nawet za deszczówkę i topniejący śnieg.

Nowe prawo wodne miało być próbą dostosowania polskiego prawa do wymagań norm europejskich. W teorii, bo w praktyce wersja PiS okazała się przysłowiowym kubłem zimnej wody wylanym na wszystkich Polaków.



Projekt, jaki PiS przygotował pod głosowanie, wprowadzał opłaty stałe za pobór wód i odprowadzenie ścieków oraz od każdego metra sześciennego deszczówki czy stopniałego śniegu. Samorządowcy obliczyli, że to oznacza z miejsca 20 – procentową podwyżkę cen wody i ścieków dla mieszkańców, a w perspektywie nawet 50 – procentową, bo wzrost cen wody oznacza m.in. wzrost ceny energii, co nakręca kolejną spiralę podwyżek. A to już potężny cios dla większości domowych budżetów.

Przy okazji projekt PiS sprytnie uderzał w samorządy na rok przed wyborami samorządowymi. Gniew mieszkańców za wysokie ceny spadłby bowiem na wójtów, burmistrzów, prezydentów. Samorządy mają firmować podwyżki, ale nie decydować o rzekach czy jeziorach. Opozycja miała jednak inne zdanie. Klub PSL zgłosił m.in. poprawkę dotyczącą konieczności uzgadniania z samorządami sposobu użytkowania wód. Tak, żeby mieszkańcy decydowali, czy np. w jeziorze będą dopuszczone połowy sieciowe.

Żeby więcej zarobić, rząd PiS planował złupić m.in. polską branżę turystyczną. Odłożona dziś ustawa wprowadzała tak zwany podatek denny – opłaty za infrastrukturę zlokalizowaną na wodzie, dziesięciokrotnie wyższą niż podatek od nieruchomości! W dodatku prawo nie precyzowało, czy podatek ma być naliczany tylko od metrażu budowli, czy od całości akwenów zajmowanych przez przystanie czy kąpieliska.
Przedsiębiorcy policzyli, że będą zmuszeni podnieść ceny o połowę, co zniechęci turystów. Klub PSL zgłosił poprawkę, by wysokość podatku dennego wynosiła jednokrotność podatku od nieruchomości.

Osobną daninę PiS przygotował dla rolników. Zdaniem PSL dodatkowe opłaty za wodę w rolnictwie, jeśli już muszą być, nie mogą przekraczać grosza za metr kwadratowy. I taką poprawkę również zgłosiliśmy do ustawy.
Zapisy prawa wodnego uderzyły głównie w małe i średnie gospodarstwa. Czyli w najbardziej ekologiczne, które w przeciwieństwie do przemysłowych farm nie są wielkim zagrożeniem dla środowiska.
Widocznie rząd uważa, że program 500+ tak wzbogacił polską wieś, że rolnicy nawet nie odczują kosztów...

Matematyki nie da się oszukać. Wzrost kosztów w rolnictwie szybko przełożyłby się na wzrost cen żywności i byłby to dopiero początek lawiny podwyżek.
Prawo wodne PiS znosiło również zwolnienia dla elektrowni i elektrociepłowni, Polacy zapłaciliby więc więcej za prąd - minimum 30 zł rocznie.
W projekcie PiS byli jednak równi i równiejsi. Minister środowiska przewidział tzw. podatek dachowy- od deszczówki- i zwolnił z niego kościoły i związki wyznaniowe. Mieszkańcy spółdzielczych bloków czy wspólnot mieszkaniowych musieliby płacić. Ojciec Rydzyk już nie, nawet za wody geotermalne.

Na prawo wodne w tym kształcie opozycja nie chciała się zgodzić. Posłowie PiS po wysłuchaniu argumentów zdecydowali o odłożeniu głosowania i skierowaniu ustawy do ponownego rozpatrzenia w komisjach. Tak więc udało się uratować Polaków przed drastycznymi podwyżkami, przynajmniej na jakiś czas. Ponowne głosowanie czeka nas niebawem, pozostaje mieć nadzieję, że znów uda się zatrzymać niedobre prawo.

Rząd PiS desperacko szuka pieniędzy w kieszeni zwykłych Polaków. Powinien więc znaleźć inny sposób.
Trwa ładowanie komentarzy...