Gra toczyła się – i jednak dalej toczy – o wysoką stawkę. Sąd Najwyższy stoi na straży wolnych i uczciwie rozstrzyganych wyborów, samorządowych i parlamentarnych. Po aneksji SN politycy PiS zyskaliby nieograniczoną możliwość fałszowania wyników. Władzy raz zdobytej nie oddaliby nigdy, a już na pewno nie w pokojowych warunkach. Nawet kosztem wyjścia Polski z UE, nawet kosztem standardów powrotu do standardów PRL z zamykaniem niepokornych w więzieniach. Prezydent ochronił Polaków przed dyktaturą, a swoją partię przed zbiorowym Trybunałem Stanu.
„Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” – pisał noblista Czesław Miłosz. Miejmy więc nadzieję, że wydarzenia dopiero uruchomiły lawinę zmian. Tym razem prawdziwych dobrych zmian, które doprowadzą do przeformułowania sceny politycznej i odejścia – co najmniej na drugi plan – głównych autorów skoku na praworządność w Polsce.
Prezydent do września przygotuje własne projekty ustaw o wymiarze sprawiedliwości. Kiedy Sejm zacznie nam nimi pracować, parlamentarzyści PiS nie muszą być już tak jednomyślni jak tydzień temu. Ci, którzy liczący się z suwerenem i myślą o przyszłości Polski, już będą mieli odwagę pójść drogą rozpoczętą przez posła Rzepeckiego i wytyczoną przez prezydenta. Poprze ich wielu prawicowych publicystów, poprze większość wyborców. A wtedy najwięksi podpalacze Polski – Kaczyński, Ziobro, Macierewicz itd. - stracą zaplecze i zejdą na margines partii. PiS zyska szansę powrotu do korzeni z 2001 roku, gdy było konserwatywną, silnie propaństwową, ale otwartą i demokratyczną partią.
Czy tak się stanie? Wierzę, że wszystko wciąż w rękach obywateli. Tylko od nas zależy, czy uda nam się zatrzymać niszczącą machinę wprowadzaną w ruch przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Oni boją się tylko Polaków, obywatelskich protestów. Dlatego dziś nie traćmy czujności. Nie pozwólmy zapomnieć o swoich postulatach, przypominajmy o naszych wspólnych celach. Dobre zmiany zależą od nas.
