Mamy już zresztą specjalny urząd do spraw polityki historycznej - Instytut Pamięci Narodowej. W tym roku jego budżet wynosił 289 mln zł, w przyszłym będzie znacznie większy, sięgnie 400 mln zł. Dla porównania, na Polską Akademię Nauk państwo wyda pięć razy mniej - ok. 81, 5 mln zł. Po co w tej sytuacji tworzyć kolejny urząd za 75 mln zł? Może dla niektórych to niewiele, jednak 75 mln zł to roczne dochody średniego miasta powiatowego i pełen koszt wypłaconych odszkodowań smoleńskich.
W Polsce jest wiele niedofinansowanych obszarów. Najważniejszy z nich to służba zdrowia. Za rozszerzony od stycznia protest rezydentów zapłaci większość Polaków, bo dostęp do lekarza znacznie się skomplikuje, a kolejki wydłużą. Słyszeliśmy niejednokrotnie od pani premier i pana ministra Radziwiłła, że nie ma pieniędzy na spełnienie prośby rezydentów, czyli wzrost nakładów na służbę zdrowia do 6, 8 proc. PKB. Na duplikat IPN pieniądze się znalazły. Takie są właśnie priorytety państwa PiS.
Wygląda na to, że autorzy projektu poważnie potraktowali cytat z "Roku 1984" Orwella: "Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość". Tyle że Orwell pisał to ironicznie, nie dosłownie... W kontekście Instytutu Solidarności i Odwagi lepiej jednak odejść od dosłownej interpretacji, bo nieco dalej Orwell napisał "Prawdziwą dziedziną Ministerstwa Pokoju jest wojna, Ministerstwa Prawdy - kłamstwa, Ministerstwa Obfitości - głód".
Oczywiście polityka historyczna jest istotna, nie może jednak stać się ważniejsza od teraźniejszości i przyszłości.
