O autorze
Poseł na Sejm RP VII kadencji z wykształcenia prawnik. Wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Moim priorytetem jest polityka prorodzinna, wyrównywanie szans rozwoju uboższych regionów kraju, wprowadzanie rozwiązań wspierających małą i średnią przedsiębiorczość, praca na rzecz równouprawnienia kobiet oraz ekologia.

Stan ćwierćwojenny Jarosława Kaczyńskiego

Cenzura internetu i coraz droższa żywność - takie prezenty na święta przygotowuje Polakom rząd PiS, a starsze pokolenie przeżywa deja vu.

Posłowie opozycji ujawnili, że PiS przygotowuje nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. W taki sposób, by KRRiT mogła kontrolować Polaków w sieci - co piszemy w mediach społecznościowych, jak komentujemy artykuły. To oczywiście nie nowość, możliwość cenzury internetu dała już PiS tzw. ustawa inwigilacyjna z 2016 roku. Teraz zasięg kontroli znacznie się rozszerzy.



Pokolenie moich rodziców doskonale pamięta czasy cenzury, czyli lata 80. Starsi ludzie zauważają coraz więcej analogii - centralizację władzy, upartyjnianie sądów i samorządów i coraz mniej dostępną żywność. Wtedy w sklepach nie było nic, poza tymi dla partyjnych VIP - ów. Teraz oczywiście jedzenia nie brakuje, ale z tygodnia na tydzień staje się coraz droższe, a tym samym trudne do nabycia przez emerytów czy gorzej zarabiających Polaków. Rządowy GUS podał, że ceny żywności wzrosły od stycznia o 6 proc, mięso nawet o 22 proc, a to z pewnością nie koniec podwyżek. Rząd jednak jest zadowolony, bo wyższe ceny oznaczają większe wpływy z VAT.

Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński celowo wzoruje się na latach 80. Oczywiście wyciągnął odpowiednie wnioski. Wie, że większość ludzi wyszła wtedy na ulice nie z pobudek ideowych, a czysto pragmatycznych, bo rosły ceny mięsa i brakowało towarów w sklepach. Dlatego zabezpieczył się przed buntem wypłatami 500 + słusznie rozumując, że najedzony ciemny lud protestować nie pójdzie. Teraz nie pójdzie, ale tylko do czasu, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a na 1000 + pieniędzy nie starczy. Na razie jednak naczelnik cieszy się, że ma swój własny stan wojenny, w którym prymatu żaden Wałęsa mu nie odbierze.

Tyle że w państwie PiS wszystko dzieje się na opak. Nic nie jest do końca dopracowane, ustawy poprawiane są w nieskończoność, decyzje i poglądy przywódców zmieniają się jak w kalejdoskopie, w każdej sferze życia panuje chaos. Dlatego trudno dziś mówić o stanie wojennym, a raczej ćwierćwojennym, trochę strasznym a trochę śmiesznym, choć oczywiście smucą coraz silniejsze podziały Polaków. Wierzę jednak, że teraz obserwujemy przesilenie, że PiS sięgnął szczytów popularności i teraz może tylko spadać. Jeśli opozycja się zjednoczy i pozbędzie balastu w postaci niektórych osób, szybko w naszym kraju powróci normalność. I takiego 2018 roku wszystkim Państwu życzę.
Trwa ładowanie komentarzy...